Modlić się, to spotkać się z Bogiem
Autor: ks. Bernard Minvielle
Można go zobaczyć i posłuchać w oryginale, po francusku,
lub posłuchać polskie tłumaczenie
lub je przeczytać...
Spotkania 1 - 3
Spotkania 4 - 6
Spotkania 7 - 8

Czy chcesz poznać dobrą definicję modlitwy?  Podaje ją  świętaTeresa z Awili, wspaniała Hiszpanka żyjąca w XVI wieku, a także prawdziwa mistyczka. Dla niej modlitwa lub, jak mówi, modlitwa wewnętrzna, „nie jest to  nic innego, tylko poufne i przyjacielskie przestawanie sam na sam z Bogiem, o którym wiemy, że nas kocha”.  Czy nie jest to dobre streszczenie świadectwa Tymoteusza?

A teraz czas na rewolucję! Czas na rewolucję, gdyż to nagranie może kompletnie zmienić twoje  podejście do modlitwy. I tym lepiej, ponieważ to co najpiękniejsze często umyka naszej uwadze. Zróbmy test.

Kiedy przyglądamy się modlitwie, naszej modlitwie oraz temu, jak ją przeżywamy naprawdę, zazwyczaj  to my stanowimy punkt odniesienia do wszystkiego. Modlę się, ponieważ mam na to ochotę, bo mam czas, gdyż odczuwam taką potrzebę, itp. Jest nas dwóch na modlitwie, tak oczywiście mówimy, ale wszystko wygląda tak, jakbym tylko ja się liczył naprawdę: ja i moje chęci, ja i moje potrzeby, ja i moje trudności, ja i moje zmęczenie. To jest właśnie rzeczywistość, która najczęściej mieści się w moim modlitewnym  podejściu, i tylko ta rzeczywistość.

W gruncie rzeczy w modlitwie – tak jak w wielu innych sprawach – stanowimy trochę jakby centrum grawitacji skupiającym wokół siebie całą resztę; Bóg także staje się krążącą wokół naszej orbity satelitą, jedną z wielu. Często również przedstawiamy sobie modlitwę jako podróż do jakiejś wielkiej, czarnej dziury, w której miałby, być może, mieszkać jakiś tajemniczy i życzliwy duch. Czy nas słyszy? Być może, tego nie wiemy. Czy interesuje się nami? Nie mamy takiej pewności, a jednak w sytuacji patowej chętnie wysyłamy do niego nasze SOS. W końcu to nic nie kosztuje i nigdy nie wiadomo.

A gdybyśmy tak wyjątkowo pomyśleli, że jest nas naprawdę dwóch na modlitwie, że oczywiście jest pewne „ja”, ale jest też pewne „Ty”, i że to „Ty” zasługuje być może na to, byśmy Go zapytali, jak On to widzi, tym bardziej, że to ”Ty” pisze się dużą literą należną Bogu.

Przyjrzyjmy się więc modlitwie odwrotnie, to znaczy od strony Boga. Zobaczysz, że bardzo nam to pomoże w tym, by trwać i wytrwać na modlitwie. Teraz cała perspektywa ulega zmianie. Dokonujemy tego samego odkrycia, co pewna kobieta  przed dwoma tysiącami lat. Było to przy studni. Była Samarytanką, nawet dość do nas podobną: szczerze szukała Boga, a jednocześnie zaplątała się w różne nieciekawe historie. Niezbyt już wiedziała, jaki jest sens jej życia. I wtedy odkryła, że ktoś jest tutaj przy studni i że na nią czeka. To był Jezus, który zwracając się do niej wypowiedział od razu te oto niewiarygodne słowa: „Daj mi się napić!”  I dodał: „O, gdybyś znała dar Boży!”

Katechizm Kościoła Katolickiego komentuje: [Cytat]Cud modlitwy objawia się właśnie tam, przy studni, do której przychodzimy szukać naszej wody: tam Chrystus wychodzi na spotkanie każdej ludzkiej istoty; On pierwszy nas szuka i to On prosi, by dać Mu pić. Jezus odczuwa pragnienie, Jego prośba pochodzi z głębokości Boga, który nas pragnie. Modlitwa czy zdajemy sobie z tego sprawę czy nie jest spotkaniem Bożego i naszego pragnienia. Bóg pragnie, abyśmy Go pragnęli”.  (KKK 2560)

Szczerze, kiedy zadajemy sobie pytanie: czy mamy się modlić czy też nie? Albo, gdy pytamy siebie samych o to, co robimy będąc w kościele, gdzie mniej lub bardziej oddajemy się jakimś marzeniom. Czy w tym momencie mamy odruch, by pomyśleć o tym, że Bóg, właśnie On – cieszy się z tego spotkania? Naprawdę jest szczęśliwy, że z Nim jesteśmy. Pragnie nas, naszej obecności, pragnie mieć czas na to, by móc w nas pracować. Nasze myśli zawsze są zaprzątnięte prośbami. A gdybyśmy tak usłyszeli tę oto cichą prośbę Boga: „Spędź ze Mną trochę czasu, pozwól siebie kochać, kochaj Mnie także, zaufaj Mi”.

Ktoś to bardzo dobrze zrozumiał, mianowicie Matka Teresa z Kalkuty. Kaplice Misjonarek Miłości nie mają zbyt wielu dekoracji. Jak to u biednych bywa, zmierza się wprost do tego, co najważniejsze. Ale na ścianie obok tabernakulum lub krzyża Jezusa zawsze znajduje się pewien napis; jest nim to proste słowo: „ I am thirsty! Pragnę!” To właśnie ostatnie słowo, które Jezus wypowiedział na krzyżu na zawsze wyraża Jego pragnienie miłości; On oczekuje od nas tej miłości. Oto jak je komentuje Matka Teresa: [Cytat]

 „Jezus chce, bym wam powiedziała o Jego wielkiej miłości względem każdego z was; Jego miłość przekracza wszelkie wasze wyobrażenia. On nie tylko was kocha, ale ponadto gorąco was pragnie. Kiedy do Niego nie przychodzicie, brakuje Mu was. On was pragnie. Zawsze was kocha, nawet jeśli nie czujecie się godni. Jego słowo na ścianach  każdej z naszych  kaplic nie pochodzi tylko z przeszłości, ale jest żywe tu i teraz, skierowane do was. Wierzycie w to? […] Mówiąc »pragnę«, Jezus mówi coś znacznie głębszego niż gdyby tylko powiedział: »Kocham was«. Dopóki w głębi siebie nie będziecie wiedzieli, że Jezus was pragnie – nie będziecie mieli najmniejszego pojęcia, kim On chce dla was być. Ani kim chce żebyście byli dla Niego”.

Modlitwa zostaje radykalnie przobrażona  gdy przeżywamy ją jako spotkanie z Tym, który nas wyprzedza, który na nas czeka i nas pragnie szepcząc w ciszy: „Pragnę! Pragnę ciebie, twojej obecności, twojej dziecięcej ufności!” W ten sposób wzrastamy także w prawdziwej miłości do Boga.

Przez długi czas modliłem się myśląc tylko o sobie i o swoich interesach; teraz chcę się modlić, Panie, dla Ciebie; jestem szczęśliwy mogąc dać Ci swój czas, swoją uwagę, robiąc to najlepiej jak potrafię.